Już samo to jest szokujące, bo przecież Sąd Najwyższy to ważna część państwa i jeden z filarów trójwładzy obowiązującej w systemach demokratycznych.

Ludzie, którzy od kilku dni przychodzą pod Sąd Najwyższy, a od ponad roku protestują przeciwko jego „reformie”, słusznie doszli do wniosku, że dwie władze – ustawodawcza oraz wykonawcza - przeprowadzają właśnie antykonstytucyjny zamach na władzę trzecią, sądowniczą.

A ponieważ ta trzecia władza nie dysponuje policją, służbami ani żadnymi innymi środkami do swojej obrony, ludzie postanowili bronić jej sami.

Rano było ich już ponad 2 tysiące. Nie mieścili się przed wejściem, gdzie witali sędziów SN i jego pierwszą prezes, którzy nie ugięli się przed politycznym dyktatem. 

Prezes Małgorzata Gersdorf szła do pracy w szpalerze wzruszonych demonstrantów. Przed wejściem witali ją wiekowy sędzia Adam Strzembosz, pierwszy w wolnej Polsce prezes tego sądu. I Bogdan Borusewicz, legenda antykomunistycznej opozycji z czasów PRL.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej