Projekt nowelizacji kodeksu wyborczego został w piątek opublikowany i skierowany do pierwszego czytania. Posłowie mogą się nim zająć już na najbliższym posiedzeniu Sejmu. – Jeśli nowe zasady wejdą w życie, będą premiowały największe ugrupowania. Ale będą też ogromnym impulsem do integracji dla mniejszych partii. Mogą być także gwoździem do trumny dla projektu Pawła Kukiza – uważa dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Mniejsze partie przegrane na starcie

W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 r. wybieraliśmy 51 europosłów. Wedle obecnie obowiązującej ordynacji Polska jest podzielona na trzynaście okręgów. Pomiędzy komitety wyborcze, które zdobyły co najmniej 5 proc. poparcia, dzieli się liczbę mandatów w skali kraju (a więc każdemu komitetowi, który przekroczył próg, przysługuje mandat), a dopiero później rozdziela się mandaty w okręgach. Teraz ma być inaczej. Po brexicie w wyborach za rok wybierzemy 52 europosłów, a według zmian proponowanych przez PiS Polska zostanie podzielona na trzynaście okręgów ze sztywną liczbą mandatów w każdym z nim – od trzech do sześciu. Co ważne, mandaty będą dzielone na poziomie okręgów, a więc mniejsze ugrupowania nie będą miały gwarancji, że przekroczenie progu 5 proc. w skali kraju da im miejsce w europarlamencie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej