Jaki to zaufany człowiek Zbigniewa Ziobry. Wiceminister sprawiedliwości długo był dla ludzi Jarosława Kaczyńskiego partyjnym zdrajcą, który poszedł za mentorem do Solidarnej Polski. Formacja Ziobry to partia kadrowa, wpływy mierzy liczbą państwowych posad, w Warszawie jej struktury są bardzo skromne, dlatego, chce tego czy nie, na Jakiego musi pracować stołeczny PiS.

Przed nominacją kandydat zbierał cierpkie komentarze w partii rządzącej, mówiono, że to solista, który nie rozumie strategii „biało-czerwonej drużyny”. W PiS narzekali, że Jaki szybciej mówi, niż myśli, doradzali kilka lat terminowania w poważnej polityce. Teraz opowiadają, że niesamowicie porywa struktury. Ale na razie wokół Jakiego nie widać polityków PiS, partia za nim nie stoi.

Podobnie niż w 2014 r. z kandydatem Jackiem Sasinem. Poseł też się bardzo podobał, ale miał wroga w Mariuszu Kamińskim, szefie warszawskiego PiS, obecnie odpowiedzialnym w rządzie za służby specjalne. W teren poszła wówczas sugestia, by się za bardzo nie wysilać w kampanii. – To się raczej nie powtórzy – zapewnia polityk PiS. – Kamiński i Ziobro grają do jednej bramki, przeciwko premierowi Morawieckiemu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej