Kanclerz Angela Merkel, nawiązując do naruszania przez rząd PiS praworządności, rok temu mówiła, że w tej sprawie „nie można trzymać języka za zębami”. Prezydent Steinmeier w Warszawie wybrał język perswazji, chcąc uzmysłowić gospodarzom, że ograniczając niezależność sądów, igrają z ogniem. Przypomniał, że suwerenność krajów Unii Europejskiej opiera się na demokracji i praworządności. – Jesteśmy suwerenni, bo postępujemy zgodnie z wartościami i zasadami, które sami dla siebie ustanowiliśmy. W ich obrębie każdy naród sam kształtuje swoją demokrację i swoje państwo prawa. Jednak w przypadku gdy zagrożone są podstawowe zasady, dotyka to wszystkich innych. Nie czyni to żadnego z nas silniejszym, szczególnie w oczach tych, którzy tak czy inaczej woleliby, abyśmy my, Europejczycy, byli podzieleni – mówił na Zamku Królewskim podczas konferencji „Polska i Niemcy w Europie”, w której brał udział wraz z prezydentem Andrzejem Dudą. Mówiąc o praworządności i demokracji, przestrzegał, że „mamy wiele do stracenia”. – Jeżeli załamie się spójność UE, wówczas nikt z nas nie zyska więcej siły przebicia. Wręcz przeciwnie: utracimy ją – mówił.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej