Od kwietnia to szef resortu sprawiedliwości wskazuje sędziów do orzekania w sądach dyscyplinarnych pierwszej instancji. Zbigniew Ziobro powołuje również rzeczników dyscyplinarnych, czyli oskarżycieli sędziów. Nowe uprawnienia zapewnił mu prezydent Andrzej Duda w ubiegłorocznej reformie sądownictwa.

– Zarówno oskarżyciel, jak i sądy mogą być uzależnione od ministra – ostrzegała pierwsza prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf, ale na razie efekt jest inny. Sędziowie nie kwapią się do orzekania w sądach obsadzanych przez Ziobrę.

– Prezesi sądów zwrócili się do sędziów, by zgłaszali się do sądów dyscyplinarnych. Zdarzało się, że nie było żadnych chętnych – mówi Bartłomiej Starosta, sędzia Sądu Rejonowego w Sulęcinie i przewodniczący ogólnopolskiego Forum Współpracy Sędziów (FWS). – W takiej sytuacji minister sam wskazywał sędziów. Wybierał ich w sposób arbitralny, nie pytając ich o zgodę – mówi sędzia.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej