Chodzi o organizację tragicznego lotu z 10 kwietnia 2010 r. Na ławie oskarżonych zasiada Arabski, który był szefem kancelarii premiera Tuska, oraz podlegli mu pracownicy Monika B. i Miłosław K., a także Grzegorz C. i Justyna G. z ambasady RP w Moskwie. Przedstawiono im zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych, grozi im do trzech lat więzienia. Nie przyznają się do winy.

Wezwanie Tuska to przeciąganie sprawy?

Proces trwa od marca 2016 r. Po ostatnich wyborach do sprawy przystąpili również prokuratorzy z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, która przed laty dwukrotnie umarzała postępowania w tej sprawie. To śledczy i pełnomocnicy rodzin ofiar wnioskowali o przesłuchanie szefa Rady Europejskiej.

Tusk postanowił osobiście stawić się w sądzie, choć wcześniej rozważano, że może złożyć zeznania podczas wideokonferencji. – Mamy do czynienia z przeciąganiem sprawy. Wezwanie pana Donalda Tuska i zeznania tego świadka nie będą miały znaczenia i wpływu na sądowe rozstrzygnięcie w kontekście stawianych mojemu klientowi zarzutów. Kluczowe dla tej sprawy były zeznania wcześniejszych świadków, w tym pracowników Kancelarii Prezydenta – komentował w styczniu adwokat Andrzej Bednarczyk, który reprezentuje przed sądem Arabskiego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej