Dlaczego przyglądamy się „pazurkom” Jarosława Kaczyńskiego? Prezes PiS chce uchodzić za skromnego propaństwowca, który sam nie bierze, a partyjnym kolegom nie pozwala się nachapać na państwowych posadach. Ale zdradziła go sprawa wygumkowywania słynnych „pazurków” z jego wywiadu dla portalu wPolityce.pl. Tam Kaczyński ujawnił, jak namawiał byłą premier Beatę Szydło do „pokazania pazurków” w sprawie nagród dla ministrów jej rządu. Czyli nagrody pochwalał. Dopiero potem, gdy podniosły się głosy oburzenia, zaczął się od „pazurków” odcinać, a bracia Karnowscy z portalu mu w tym milcząco pomagają. „Pazurki” pokazują więc hipokryzję PiS. I samego prezesa.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Jarosław Kaczyński dla wPolityce.pl: Powiedziałem premier Szydło, żeby pokazała pazurki

W marcu dzięki posłowi PO Krzysztofowi Brejzie wychodzi na jaw, jak PiS lubił hojnie nagradzać swoich ludzi. W 2017 r. premier Szydło wydała na nagrody aż 5 mln zł. Kolejne 3,5 mln zł poszło dla sekretarzy i podsekretarzy stanu w resortach i w kancelarii premiera. W rządzie Szydło najwyżej wyceniła pracę szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka – dostał 82,1 tys. zł. Minister edukacji narodowej Anna Zalewska – 75,1 tys. zł, tyle samo co ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki. Szydło sama sobie przyznała 65 tys. zł.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej