O tym, że europosłowie do końca tej kadencji nie będą reprezentować europarlamentu w misjach obserwacyjnych, zdecydowała nadzorująca je w imieniu PE grupa. Jej członkowie piszą, że europosłowie narazili na szwank powagę parlamentu, jadąc na niedawne wybory prezydenckie w Azerbejdżanie.

Parlament Europejski zdecydował się nie wysyłać tam misji obserwacyjnej, gdy tamtejsza opozycja zbojkotowała wybory, uznając je za z góry sfałszowane. Według OBWE tak się właśnie stało, a przebieg wyborów potępił Parlament Europejski.

Czarnecki, Złotowski i David Bannerman z brytyjskiej UKIP pojechali do Baku, twierdząc, że są obserwatorami z ramienia Parlamentu Europejskiego. Autorzy listu podkreślają, że cała trójka zrobiła to wbrew decyzji tej instytucji i naraziła w ten sposób jej wizerunek jako obiektywnego obserwatora.

W lutym Ryszard Czarnecki został odwołany z funkcji wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. O jego odwołanie zaapelowali szefowie czterech frakcji – centroprawicy (m.in. PO), centrolewicy (m.in. SLD), Zielonych i liberałów. Do tego obozu szybko dołączyła piąta, mocno lewicowa frakcja GUE/NGL. Powodem było porównanie przez Czarneckiego europosłanki Róży Thun (PO) do szmalcowników, czyli Polaków wymuszających szantażem pieniądze od Żydów ukrywających się podczas wojny bądź wydających ich Niemcom dla własnych korzyści.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej