Obóz Narodowo-Radykalny odwołuje się do dziedzictwa przedwojennej, antysemickiej organizacji pod tą samą nazwą. Współcześnie jego działacze wychwalają esesmana Léona Degrelle’a, w deklaracji ideowej odwołują się do „homogeniczności etnicznej” narodu, na wiecach skandują, że „na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści”. Swój zjazd urządzili w kolebce demokratycznej Polski, sali, gdzie podpisano porozumienia, które stały się symbolem triumfu obywateli nad dyktaturą. Bogdan Borusewicz, wicemarszałek Senatu i legendarny opozycjonista z czasów PRL, jeden z przywódców strajku z 1980 r., mówi o „profanacji miejsca”: – Dziwię się, że „Solidarność” na to pozwala. To wygląda na wsparcie ONR. Związek będzie musiał się z tego długo tłumaczyć.

"Solidarność" umywa ręce

Jerzy Borowczak, który w 1980 r. zapoczątkował strajk w stoczni, uważa, że Sala BHP to ostatnie miejsce, gdzie ONR powinien się spotykać. – Tam narodziła się „Solidarność” wszystkich ludzi, i z lewa, i z prawa, różnych zawodów i nacji. To była prawdziwa solidarność, nie było w niej miejsca dla nacjonalizmu – mówi „Wyborczej”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej