Tak trudnego spotkania działacze PiS nie mieli już dawno. Na warszawskiej Pradze musieli oglądać przejeżdżające samochody „konwoju wstydu” PO z billboardami przypominającymi o wysokich nagrodach dla członków rządu. Były też dwie grupy demonstrantów, wprawdzie skromne, za to ich okrzyki – głośne. „Oddajcie pieniądze!”, „Jaki do paki!” i „Wolność, równość, konstytucja!” niosły się po całej ulicy. A w internecie PSL publikowało listę radnych i działaczy PiS, którzy zarobili miliony w spółkach skarbu państwa. – Szliśmy na tę konwencję mocno poobijani, ale udało nam się wykreować nowy przekaz – mówi „Wyborczej” polityk PiS.

Jak PiS uśpił opozycję

Politycy obozu władzy zapowiadali, że konwencja będzie samorządowa, partia przedstawi na niej kandydatów na prezydentów niektórych miast, ale żadne przełomowe deklaracje nie padną. W PiS opowiadają, że w ten sposób chcieli uśpić czujność opozycji, bo wbrew zapowiedziom w przemówieniach roiło się od obietnic.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej