Głodówka? Rezygnacja z dyżurów kontraktowych? Masowe L4? – Jeśli jeden ratownik z dwuosobowego zespołu karetki nie przyjdzie do pracy, karetka po prostu nie wyjedzie – mówi ratownik z Krakowa.

Ratownicy z ogólnopolskiego związku zawodowego spotykają się w piątek, by zdecydować, czy i w jakiej formie zaprotestują. Powód? Brak obiecanych podwyżek.

– Żarty się skończyły. Pracujemy ponad siły, zarabiamy zawstydzająco mało, a w dodatku rząd nie traktuje nas poważnie – mówią ratownicy Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego. Wtórują im koledzy ze szpitali w całej Polsce.

Ratownicy czekają na podwyżki od roku

Porozumienie ratowników medycznych z ówczesnym ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem podpisano niemal rok temu. Resort obiecał nowelizację ustawy o ratownictwie, plan podniesienia rangi zawodu i akty prawne regulujące przyznanie podwyżek ratownikom nie w pogotowiach, lecz w szpitalach. Zapowiadane były też podwyżki – pierwsza transza 400 zł brutto wypłacana od 1 lipca 2017 r. i druga, też podwyżka o 400 zł, od 1 stycznia 2018 r.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej