Wybór Donalda Tuska na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej okazał się dla PiS porażką. Polski rząd nie tylko jako jedyny otwarcie sprzeciwiał się jego kandydaturze, ale też do końca walczył, by ją zablokować. - Nic bez nas, bez naszej zgody - podkreślała w Brukseli ówczesna premier Beata Szydło. W tej sprawie rozmawiała nawet z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Zabiegi PiS skończyły się jednak słynnym wynikiem 27:1.

Mimo to Jarosław Kaczyński, który witał Szydło z kwiatami na lotnisku, przekonywał: - To nie jest porażka, to jest zwycięstwo.

Waszczykowski widzi fałszerstwo

Niespełna trzy tygodnie później ówczesny szef MSZ Witold Waszczykowski ogłosił w TVN 24: - Mamy dzisiaj ekspertyzy mówiące o tym, że Tusk został wybrany w sposób, który można zakwestionować na poziomie prawa europejskiego.

Jak przekonywał, będzie można wytłumaczyć, że „doszło do fałszerstwa”. Od rządu miało zależeć, czy zająć się tą sprawą, bo - oceniał - „ranga tej pozycji jest nieduża”. I szybko okazało się, że o fotel przewodniczącego RE kruszyć kopii nie warto. Miesiąc później przyznał w RMF FM, że rząd nie zdecydował się na kwestionowanie wyboru Tuska.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej