Premier przemawiał przed panelem historycznym, który odbywał się w Auditorium Maximum UW. Przypominał, że Polska w 1968 r. nie była państwem suwerennym i była podporządkowana Związkowi Radzieckiemu. Morawiecki mówił, że ZSRR, początkowo wspierający Izrael, zmienił w latach 60. politykę na antysyjonistyczną i antysemicką. Szef rządu dowodził, że właśnie ta ideologia była stosowana w wewnętrznych rozgrywkach państw komunistycznych.

Premier przypomniał, że same marcowe protesty wynikały ze sprzeciwu wobec zdjęcia z afisza „Dziadów” Adama Mickiewicza i solidarności studentów z prześladowanymi kolegami: Adamem Michnikiem i Henrykiem Szlajferem.

– W tych latach nawet etykiety były sprawdzane przez cenzurę. Wyobrażacie sobie, aby robotnikom pozwolono samodzielnie przygotować transparenty „Syjoniści do Syjamu"? – pytał Morawiecki, dowodząc, że wszystkie wiece antysemickie były przygotowane przez komunistyczne władze. – To była obca władza, która była reprezentantem obcego mocarstwa i realizowała swój plan – mówił i zaznaczył, że to właśnie jego rząd doprowadził do tego, by generałom Moczarowi i Jaruzelskiemu „można było zerwać generalskie epolety”. – Czujemy się spadkobiercami zrywu wolnościowego – zadeklarował Morawiecki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej