Piotr Szczęsny podpalił się 19 października. Dzień później Gabrysia przyszła na cieszyński rynek i stanęła pod biurem PiS. Wyciągnęła kartkę: „Ja, zwykły, szary obywatel, wzywam Was. Nie czekajcie dłużej”. Przechodnie udawali, że jej nie widzą. Następnego dnia przyszła znowu i następnego... Przyszli też ludzie. Zbigniew Hołdys przyjechał dla niej. „To wymagało ogromnej siły. Stanąć w grupie jest prościej” – napisał na Facebooku.

Gabrysia Lazarek ma 39 lat, jest fryzjerką. Przez lata zajmowała się swoim życiem – domem, pracą, synem, czytaniem książek i spacerami z psem. Kiedy zaczęła się „dobra zmiana”, pomaszerowała z KOD. Gdy skrzyknęli się Obywatele RP, jeździła z nimi blokować miesięcznice.

Napyta sobie biedy – szeptano. Zamiast tego słuchać, wybrała się do jednego z kościołów, by zamówić mszę za Polskę wolną od faszyzmu. Kiedy proboszcz odmówił – „bo sprawa polityczna” – rozpłakała się.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej