W lutym 1989 r. opozycjonista Jarosław Kaczyński przystąpił do rozmów Okrągłego Stołu z Wojciechem Jaruzelskim i Czesławem Kiszczakiem. Gdy podpisywano porozumienie o pokojowym oddaniu władzy, Kaczyński nic nie mówił, że zechce generałów pozbawić stopni.

Nie wspominał też o tym, gdy w latach 90. kierował kancelarią prezydenta Lecha Wałęsy i kiedy w latach 2006-07 był premierem rządu.

Do degradacji generałów nie wzywał też, gdy startował w kampanii prezydenckiej w 2010 r. Przeciwnie, puszczał oko do całkiem dużego lewicowego elektoratu, dla którego Jaruzelski był postacią pozytywną. Mówił, że „Edward Gierek to jednak patriota”, i o „dojrzałym pokoleniu SLD, które żyło i funkcjonowało w PRL”.

Dzisiaj partia Kaczyńskiego z dumą ogłasza, że Jaruzelskiego, Kiszczaka oraz innych członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego zdegraduje mocą specjalnej ustawy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej