Poseł Melak wie, co mówi, zasiada w komitecie budowy dwóch pomników w Warszawie. W temat jest bardzo zaangażowany, bo jego brat Stefan zginął w katastrofie. W PiS należy do skrzydła patriotycznego. Zanim objął mandat posła, walczył o pamięć jako warszawski radny. To on w 2016 r. z grupą sąsiadów, m.in. z branży architektonicznej i kamieniarskiej, wjechał na dziedziniec warszawskiego ratusza z głazem i dźwigiem. Kamień ku pamięci Lecha Kaczyńskiego nie miał pozwoleń, ale było poparcie polityczne: brama na dziedziniec została otwarta na polecenie wojewody Zdzisława Sipiery (dzieli gmach z władzami Warszawy).

W ten sposób wojewoda uczcił swoją pierwszą rocznicę katastrofy na urzędzie. I odniósł sukces. Pod głazem z kwiatami była delegacja PiS, Jarosław Kaczyński, przyjechała premier Beata Szydło. Sipierze...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej