Gdyby teraz Senat przyjął poprawki, a potem Sejm jeszcze nad nimi dyskutował, sprawa rozciągnęłaby się w czasie. To byłoby fatalne. A tak ustawa jest gotowa już teraz... do zawetowania. To znacznie skróci okres zamieszania wokół przepisów, które miały chronić dobre imię „narodu” oraz „państwa polskiego”.

W tej sytuacji – z punktu widzenia PiS – jest to najlepszy scenariusz. I to z kilku powodów. Szybkie weto lub nawet jego zapowiedź zamyka błyskawicznie dyskusję i pomaga rozładować napięcie w relacjach z nie tylko z Izraelem, ale i ze Stanami Zjednoczonymi (ostatnie oświadczenie Departamentu Stanu USA). A przecież PiS-owi, skonfliktowanemu z Unią Europejską, bardzo zależy na idealnych stosunkach polsko-amerykańskich.

ZOBACZ TEŻ: Tego jeszcze nie było: Ameryka grozi Polsce

Ponadto ten scenariusz powoduje stosunkowo najmniejsze szkody, jeśli chodzi o reakcję najbardziej radykalnego elektoratu PiS. Ci wyborcy chcieliby, aby partia rządząca szła na zwarcie, nie poddawała się i nie rezygnowała z nowelizacji ustawy o IPN. Bo godność, bo suwerenność, bo nikt nam nie będzie mówił, co mamy uchwalać itd. PiS musi wobec nich zachować twarz. W takich sytuacjach idealnie sprawdza się układ, który Jarosław Kaczyński stworzył już jakiś czas temu, czyli – z jednej strony – prezydent Andrzej Duda obsługujący bardziej umiarkowany elektorat prawicowy, bardziej ugodowy wobec centrum, z drugiej – PiS jako emanacja twardego rewolucyjnego kursu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej