W ostatnich dniach na antenie telewizji publicznej dwa razy – w sobotę i poniedziałek – pojawiły się antysemickie wątki. Za każdym razem jako głosy w gorącej dyskusji na temat nowelizacji ustawy o IPN nakazującej „ochronę dobrego imienia Narodu Polskiego”.

W nowym prawie chodzi m.in. o zwrot „polskie obozy śmierci”, ale Izrael obawia się, że jeden z zapisów noweli, art. 55a – „kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu (...) współodpowiedzialność za zbrodnie III Rzeszy (...), będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech” – może uniemożliwić debatę o zbrodniach Polaków na Żydach w czasie II wojny światowej. Premier Izraela Beniamin Natanjahu zaapelował o wycofanie tych zapisów, bo stanowią próbę „zmiany historii”. Anna Azari, ambasador Izraela, podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia Auschwitz mówiła, że „Izrael traktuje nowelizację jak możliwość kary za świadectwo ocalałych z Zagłady”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej