– Sędzia Waldemar Płóciennik w stanie wojennym prowadził trzy sprawy polityczne. W pierwszej uniewinnił dwóch młodych ludzi. W drugiej skazał w zawieszeniu, uchylając areszt. Miejscowy ksiądz błogosławił go za to na sali sądowej, przez co później sędzia miał nieprzyjemności. W trzeciej – rzeczywiście, w sytuacji niewątpliwych dowodów, skazał na osiem miesięcy więzienia. Kiedy ten sędzia przychodził do Sądu Najwyższego, pytaliśmy o niego środowisko. Miał opinię uczciwego człowieka – tak o sędzim opowiada prof. Adam Strzembosz, pierwszy po upadku PRL prezes SN.

Nazwisko sędziego Płóciennika (dzisiaj przewodniczącego wydziału w Izbie Karnej SN) jest najczęściej przywoływane przez prorządową prasę na poparcie tezy, że w „Sądzie Najwyższym zasiadają sędziowie zaangażowani w ferowanie surowych, politycznie umotywowanych wyroków w czasie stanu wojennego”. 9 stycznia premier Mateusz Morawiecki przedstawił SN jako opanowany przez sędziów stanu wojennego i agentów bezpieki. Gdy opinie przekazane zachodnim dziennikarzom przez szefa rządu ujawniła „Wyborcza”, SN wezwał premiera do „zaprzestania kampanii kłamstw”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej