„Służyliśmy dla Polaków, zrobiono z nas łajdaków” – z takim hasłem przyszło w czwartek pod Sejm kilkuset byłych funkcjonariuszy policji, służb specjalnych, straży granicznej i Służby Więziennej, którym obecny rząd drastycznie obniżył emerytury i renty. „Ustawą dezubekizacyjną” (zwaną przez funkcjonariuszy „ustawą represyjną”) objęto każdego, kto chociaż jeden dzień służył w „organach państwa totalitarnego”, czyli Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL. Bez względu na to, jak długo pracował potem.

Ustawa wprowadza odpowiedzialność zbiorową

Komitet, który zbierał podpisy pod projektem zmiany tych przepisów, w południe złożył je w Sejmie. Jego szef, Andrzej Rozenek (były poseł Ruchu Palikota), mówił, że ustawa łamie konstytucję i wprowadza odpowiedzialność zbiorową. Przypomniał, że po wprowadzeniu ustawy zmarło już 31 osób, które dostały decyzje obniżające świadczenia (pięć z nich popełniło samobójstwo). – Gdy zmieni się władza, muszą znaleźć się winni, którzy za tę krew odpowiedzą – mówił Rozenek do zgromadzonych. Zapowiedział, że w najbliższym czasie w Parlamencie Europejskim przedstawiciele lewicy poinformują o drastycznych przypadkach funkcjonariuszy, których ustawa pozbawiła środków na leczenie. – Niech Unia zobaczy, jak w Polsce poniewiera się mundur, jak szmaci się oficerów i ludzi, którzy dbali o nasze bezpieczeństwo – powiedział.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej