Tuż przed świętami senat uchwalił ustawę o Służbie Ochrony Państwa. Od lutego ma ona zastąpić BOR, które pod tą nazwą funkcjonowało od 1956 r. Powołanie nowej formacji było „ucieczką do przodu” w wykonaniu obecnych szefów MSWiA Mariusza Błaszczaka i Jarosława Zielińskiego. Po wyborach 2015 r. zapowiadali, że służby mundurowe pod ich kierownictwem zaczną „nareszcie działać sprawnie", ale w przypadku BOR skończyło się to kompromitacją.

Biuro zaliczyło jednak dwa wypadki samochodów wiozących prezydenta i premiera. Okazało się też, że do pancernej limuzyny głowy państwa założona została używana opona. Politycy PiS zwalali winę na poprzedników, a od nowego kierownictwa BOR oczekiwali raportu na temat katastrofy smoleńskiej i odpowiedzialności Biura za tragedię z 10 kwietnia 2010 r. Raport – mimo zapowiedzi – nie powstał, za to szef BOR gen. Andrzej Pawlikowski musiał odejść ze stanowiska po wybuchu afery korupcyjnej ze spółką Sensus, która miała chronić dworce kolejowe. Firmą kierowali dawni wspólnicy Pawlikowskiego z czasów, gdy zajmował się biznesem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej