W całej Polsce rozpoczęły się prace nad inwentaryzacją zabytków. Podlegli ministrowi kultury wojewódzcy konserwatorzy przyglądają się tysiącom obiektów. Na podstawie ich decyzji zostaną przyporządkowane do odpowiednich klas. Urzędników czeka mnóstwo pracy. – Wybierają właśnie obiekty do klas zerowej i pierwszej. Już widzimy, że sporo kłopotu będzie z wyborem pozostałych klas. Był okres, kiedy konserwatorzy dokonywali wpisów do gminnych ewidencji zabytków hurtowo. W skali kraju mówimy o 800 tys. obiektów – podlicza Magdalena Gawin, generalna konserwator zabytków.

Wprowadzenie klas zabytków Gawin konsultowała w Anglii, we Francji i w Niemczech, gdzie istnieją podobne rozwiązania. – Dziś panuje u nas bałagan. Zabytkowe stodoły są chronione na podobnych zasadach co Wawel. Między konserwatorami i inwestorami trwa walka o przekształcenia budynków ewidencyjnych – uważa Gawin. Powołuje się na przykład Anglii, gdzie zabudowania gospodarcze przekształca się na obiekty mieszkalne masowo. – W Polsce nadal to rzadkość. Z drugiej strony stołeczny konserwator zabytków wydał zgodę na rozbudowę i nadbudowę osiemnastowiecznego pałacu Bruhla w Warszawie. Uchyliłam tę decyzję, ale to pokazuje skalę problemu konserwacji zabytków, dowolności w rzekomej opiece nad nimi. Chronimy wszystko tak samo, czyli w praktyce niczego dobrze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej