Komisja Europejska stwierdziła – w ramach art. 7 unijnej procedury przestrzegania praworządności – niebezpieczeństwo naruszenia przez Polskę podstawowych wartości unijnych. Nie oznacza to sankcji, nie oznacza, że Polska zostanie pozbawiona głosu w Radzie Europejskiej. Oznacza chyba coś równie dotkliwego. Unia Europejska stwierdziła, że do grona krajów, które przed laty umówiły się na przestrzeganie fundamentalnych zasad demokratycznych, Polska po prostu już nie pasuje.

To dla mojego kraju straszny dzień. Dzień wstydu.

Od tego momentu każdy kraj, ba, każdy obywatel europejski może mieć przeświadczenie, że Polska to kraj, w którym nie tylko wolności politycznej jej obywateli, ale i wolności obywateli Unii – w ramach ogólnego systemu prawnego – są zagrożone. Uzależnione nie od decyzji niezależnych sądów, lecz widzimisię sprawujących władzę polityków. Jak bowiem podkreślił wiceprzewodniczący KE Franz Timmermans, „trójpodział władzy” w Polsce nie istnieje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej