Od dwóch tygodni posłowie w komisji nadzwyczajnej zajmują się proponowanymi przez PiS zmianami w kodeksie wyborczym. Praca toczyła się wartko, a obóz władzy przepychał swoje poprawki, nie bacząc na krytykę opozycji (przeciwko zmianom protestowali również politycy klubu Kukiz’15), negatywne opinie samorządowców i ostrzeżenia Państwowej Komisji Wyborczej, że korekty wprowadzane mniej niż rok przed wyborami samorządowymi spowodują chaos.

Zupełnie nieoczekiwanie PiS zgłosił w środę kilkanaście poprawek do zaakceptowanego już projektu ustawy. Co jeszcze bardziej zaskakujące, większość z nich unieważnia najbardziej krytykowane zmiany. Skąd ten zwrot? Według informacji „Wyborczej” jednym z powodów są sugestie płynące z Pałacu Prezydenckiego. – Nadal uważamy, że nasze propozycje były dobre, ale nie chcemy wywołać wrażenia, że zależy nam na ustawieniu wyborów pod siebie – słyszymy w partii. Nasi rozmówcy dodają, że obozowi władzy w tym momencie nie jest potrzebna kolejna wojna polityczna. – Napięcie jest już wystarczające z powodu zmian w sądach. Awantura o wybory nie współgrałaby też z wizerunkiem premiera Morawieckiego. Dlatego zwalniamy – mówi ważny polityk obozu władzy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej