Na sobotniej konwencji Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer wygrała o włos z założycielem i dotychczasowym szefem partii Ryszardem Petru. Przesądziło dziewięć głosów.

Powiew nowej nadziei vs. atmosfera jak po brexicie

Wieczorem część zjazdowiczów poszła świętować do klubu BARdzo Bardzo w śródmieściu Warszawy. Zaproszenie było otwarte, ale tam bawili się głównie zwolennicy nowej przewodniczącej. Stronnicy Petru też się spotkali, ale w innym miejscu stolicy.

– To nie była stypa, raczej rozmowy o tym, co dalej, by nie podejmować decyzji w emocjach – opisuje polityk Nowoczesnej. – Petru jest twardy. Przyczai się, poczeka, aż zaczną do niego przychodzić i prosić: wróć – prognozuje.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Katarzyna Lubnauer: Wyższe podatki nie mają sensu. Musimy się nauczyć dobrze wydawać to, co już mamy

W BARdzo Bardzo nie było Lubnauer, ale o niej rozmawiano. Plotkowano, że decyzję o starcie podjęła w maju, gdy Nowoczesna ułożyła kalendarz wewnętrznych wyborów. Z jej ogłoszeniem czekała do ostatniej chwili, zdeklarowała się tydzień przed konwencją.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej