Agnieszka Kublik: „Trójkowość”, co to jest?

Michał Olszański: Po pierwsze, inteligenckość. Trójka zawsze mówiła do ludzi myślących, z aspiracjami intelektualnymi.

Po drugie, określony kod muzyczny. Większość mojego pokolenia swój gust kształtowała na Trójce. Nieprzypadkowo Trójka nie ma na swojej playliście disco polo.

I po trzecie, poczucie humoru, bardzo specyficzne dla tej stacji.

Pamięta pan swój pierwszy raz przed mikrofonem Trójki?

– Oczywiście, to był 1995 r. Tomek Sianecki wysłał mnie przed 1 listopada na cmentarz bródnowski. Zrobiłem materiał, jak panie polewają kwiaty stearyną, żeby nikt ich nie ukradł. Przeszedłem po cmentarzu z mikrofonem trójkowym i byłem szalenie podekscytowany. Sianecki był zadowolony i to poszło jako mój pierwszy materiał w „Zapraszamy do Trójki”.

Do Trójki ściągnął mnie Tomek Gorazdowski. Z nim i z Arturem Kulikowskim tworzyliśmy podwaliny pod sport trójkowy – wcześniej był robiony z centrali na Malczewskiego.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej