Dwa tygodnie temu zarząd Polskiego Radia postawił Arturowi Andrusowi ultimatum: albo radio, albo TVN, gdzie od 2005 r. jest stałym gościem programu „Szkło kontaktowe”. W czwartek Andrus zdecydował się odejść z radiowej Trójki (razem z nim odszedł także Robert Kantereit).

W Polskim Radiu pracował 23 lata – dokładnie pół życia. Choć do występów ciągnęło go podobno od najmłodszych lat, jako dziecko chciał tylko zostać Marianem. Jak opowiada, to imię nosili twardzi robotnicy z jego rodzinnej Soliny.

– Wydawało mi się, że to niemożliwe, by dorosły facet miał na imię Artur. Byłem przekonany, że do pewnego momentu będę Arturem, a potem dostanę porządne, męskie imię – tłumaczył w „Dużym Formacie”.

Z Młynarskim wierszem

W 1990 r. poszedł jednak na dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Jedną z jego prac zaliczeniowych miał być wywiad z Wojciechem Młynarskim. – Zadzwoniłem do niego, powiedziałem, że studiuję dziennikarstwo i chciałbym nagrać z nim rozmowę. A on, że proszę bardzo. Odłożyłem słuchawkę i przerażony myślę: co teraz? – opowiadał.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej