Zasadę sztywnych wydatków na obronę, a potem podwyższenie ich do 2 proc. PKB, wprowadził jeszcze prezydent Bronisław Komorowski. Jednak szef MON Antoni Macierewicz przypominał, że koalicja PO--PSL nie wywiązała się z tego obowiązku. Dopiero rząd PiS miał go spełnić. I oficjalnie to zrobił. W 2018 roku Polska na obronność chce wydać 41,144 mld zł, co stanowi dokładnie 2 proc. PKB. Problem w tym, jak to osiągnięto – do budżetu MON wrzucono wydatki innych działów. Dodatkowo większość pieniędzy znów pójdzie na pensje, emerytury i wynagrodzenia. Za to program modernizacji technicznej sił zbrojnych będzie finansowany w mniejszym stopniu niż wcześniej, zaś wydatki na obronę terytorialną dorównują wydatkom na Marynarkę Wojenną, która potrzebuje pilnej modernizacji.

Macierewicz i wartość obronna VIP-ów

Do wydatków polskich sił zbrojnych włączono też np. 809 mln zł na „zabezpieczenie transportu powietrznego dla najważniejszych osób w państwie”, czyli zakup samolotów dla ViP-ów. W 2015 roku zakładano, że koszt inwestycji wyniesie 1,7 mld zł, PiS jednak postanowił kupić dwa małe i trzy duże samoloty za 3,4 mld. Program nie jest finansowany z rezerwy celowej budżetu państwa, ale z budżetu MON, a zakup samolotów uznano za... element modernizacji technicznej polskiej armii.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej