Niemal dokładnie rok temu „Wyborcza” ujawniła, że Mariusz Muszyński, wybrany głosami PiS na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, ukrył przed Sejmem, że na początku lat 90. był oficerem Zarządu Wywiadu UOP (dzisiejsza Agencja Wywiadu). Od tego czasu sprawdzamy, czy dawne relacje Muszyńskiego ze służbami specjalnymi wpłynęły na obecny stan kierownictwa jednej z dwóch najważniejszych instytucji władzy sądowniczej w Polsce.

Dziś pokazujemy, że nie chodzi tylko o to, że Muszyński ukrył przed Sejmem swoją pracę w wywiadzie. Nasze ustalenia dają podstawy do przypuszczeń, że Muszyński i Przyłębska są „prowadzeni przez służby” i zostali ulokowani w TK, by podporządkować go interesom władzy.

W wersji łagodniejszej: Trybunałem kieruje b. oficer służb i jego współpracownica. W obu wersjach jest to skandal.

Odtworzyliśmy drogę, jaką Muszyński przeszedł w służbach, a potem na etacie niejawnym w MSZ. Ustaliśmy, kim byli jego przełożeni i współpracownicy w wywiadzie. Zdobyliśmy informacje o zadaniach, jakie otrzymał od szefów tej służby.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Zdecydowaliśmy się na tę publikację, bo sprawa wymaga poddania pod publiczną dyskusję

Zebrane dane wskazują z dużym prawdopodobieństwem, że Muszyński, dziś wiceprezes TK, od połowy lat 90. jako oficer służb „prowadzi” obecną prezes TK Julię Przyłębską. Poznali się na placówce w Berlinie i przez lata utrzymywali relacje, których charakter mógł być związany z pracą Muszyńskiego dla specsłużb.

Ustalenia oparliśmy na relacjach z kilku niezależnych źródeł, osoby te nie zgodziły się wystąpić pod nazwiskiem. Nie mamy też kopii dokumentów dotyczących zadań Muszyńskiego w wywiadzie, dzienników rejestrowych itp. Takie materiały należą do najbardziej strzeżonych tajemnic.

Oprócz ambasadora Andrzeja Przyłębskiego zainteresowani nie odpowiedzieli na pytania „Wyborczej”. Zadaliśmy też pytania Agencji Wywiadu. Bez odpowiedzi.

Julia Przyłębska interesuje służby

W 1991 r. do Poznania wyrusza Dariusz S., młody oficer Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa. Do służb przyszedł w 1987 r., pozytywnie zweryfikowany po upadku PRL skończył kurs w Ośrodku Kształcenia Wywiadu w Starych Kiejkutach. Przyjmuje legalizacyjne nazwisko „Wiernicki”.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej