Podczas słynnego głosowania w Sali Kolumnowej w grudniu zeszłego roku Sejm przyjął nie tylko budżet państwa, ale też nowelizację ustawy o instytutach badawczych. Ich dyrektorzy nie są już wybierani w konkursach. Teraz powołuje ich i odwołuje minister rozwoju – bez podania konkretnej przyczyny. Przeciwni nowelizacji byli naukowcy i Sąd Najwyższy. Ale ustawa weszła w życie. I zaczęła się czystka.

Pracownicy departamentu jednostek nadzorowanych Ministerstwa Rozwoju jeden z pierwszych telefonów wykonali do Instytutu Technologii Elektronowej w Warszawie. – Wyznaczono mi termin spotkania w ministerstwie: 12 września, godz. 13 – wspomina prof. Anna Piotrowska, była już dyrektor ITE. W resorcie czekał na nią Bartosz Skwara, zastępca szefa departamentu. Wspomina prof. Piotrowska: – Dyrektor przywitał się i oświadczył: ze względu na zmianę politycznej koncepcji zarządzania instytutami badawczymi z dniem dzisiejszym jest pani odwołana ze stanowiska dyrektora instytutu. Usłyszałam jeszcze, że nie ma do mnie żadnych zastrzeżeń. To porażające – w jednym zdaniu mówić komuś, że jest dobrze, a w drugim, że się go odwołuje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej