Szydło z grupą lekarzy rezydentów spotkała się dopiero ponad tydzień po rozpoczęciu przez nich strajku głodowego w holu Dziecięcego Szpitala Klinicznego przy al. Żwirki i Wigury w Warszawie. Ich wcześniejsze rozmowy z ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem nie przyniosły efektu.

Minister przekonywał, że rząd na ochronę zdrowia przeznacza rekordowe nakłady, a pensje rezydentów będą rosnąć, bo weszła w życie ustawa o minimalnych wynagrodzeniach dla pracowników medycznych. Dzięki temu młodzi lekarze mieliby zarabiać docelowo do 5,9 tys. zł brutto. Oprócz tego ci, którzy rozpoczną specjalizacje w dziedzinach deficytowych, mieliby dostać 1,2 tys. zł dodatku. Radziwiłł twierdził też, że postulaty rezydentów są „szokujące”, bo chcieliby zarabiać od 6,4 do 8,1 tys. zł brutto. Dziś ich pensje wynoszą od 2,1 do 2,4 tys. zł na rękę.

Kiedy premier Szydło zgodziła się spotkać z rezydentami, zawiesili protest głodowy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej