Weronika, siódmoklasistka z Warszawy, w poniedziałek spędza w szkole 10 godzin. Lekcje zaczyna już o 7.10. Wszystkie przedmioty, które ma w planie tego dnia, są obowiązkowe. Dzień kończy dwiema lekcjami wuefu.

W tygodniu dziewczynka ma aż 39 lekcji (plus dwie godziny religii lub etyki, co jakiś czas wychowanie do życia w rodzinie, a wkrótce dojdą też obowiązkowe sobotnie zajęcia z doradztwa zawodowego – 10 godzin w ciągu roku). Ta siódmoklasistka nie jest wyjątkiem, choć zajęć ma trochę więcej niż jej przeciętni rówieśnicy – uczy się w klasie dwujęzycznej.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej