Po wejściu w życie nowelizacji ustawy o ochronie zabytków w środowisku poszukiwaczy skarbów zawrzało. Powód? Nielegalne poszukiwania ze sprzętem elektronicznym (detektorem), kopanie w niedozwolonym miejscu i nurkowanie, by szukać cennych artefaktów nie będą już traktowane jak wykroczenie, ale jak przestępstwo, za które grożą dwa lata za kratkami.

Krzysztof Kępiński, odkrywca, koledzy mówią o nim „Indiana Jones”: – Część poszukiwaczy zrezygnuje. Inni zejdą do podziemia, a wiele artefaktów po znalezieniu może być sprzedanych za granicę.

CZYTAJ TEŻ: Długa lista grzechów poszukiwaczy skarbów. Staną przed sądem

Zdaniem Kępińskiego państwo mogłoby stworzyć platformę do dyskusji z poszukiwaczami skarbów, a przepisy powinny być bardziej czytelne. – Dziś nawet złotówka z czasów PRL jest zabytkiem, bo w myśl ustawy to obiekt „z minionej epoki”.

Magdalena Gawin, generalna konserwator zabytków, przekonuje, że zmiana prawa była potrzebna: – Przez nielegalne poszukiwania dochodziło do dewastacji stanowisk archeologicznych i bezczeszczenia ludzkich szczątków. Zdarzały się przypadki rabowania grobów, znikały przedmioty osobiste, kwitł nielegalny handel.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej