Ministerstwo Spraw Zagranicznych miało wezwać Jarosława Starzyka do dymisji, po tym jak w zbiorze zastrzeżonym IPN znalazły się jego dokumenty.

Według informacji Onetu Starzyk został zwerbowany przez służby wojskowe pod koniec lat 80. i zataił to w oświadczeniu lustracyjnym.

Jarosław Starzyk to były ambasador w Szwajcarii. W ubiegłym roku minister Witold Waszczykowski podjął decyzję o powołaniu go na tę najważniejszą polską placówkę dyplomatyczną. Starzyk na stanowisku przy UE zastąpił Marka Prawdę.

Jego nominację przyjęto w Brukseli ze sporą ulgą, bo był zdecydowanie najlepszym spośród kandydatów na przedstawiciela Polski przy UE, o których wówczas spekulowano (m.in. o Dariuszu Sobkowie). I w zasadzie jego praca w Brukseli potwierdziła ówczesne oczekiwania, że będzie umiarkowanym ambasadorem PiS-owskiej władzy. O ile podczas odbywających się co najmniej raz tygodniu obrad ambasadorów państw UE Węgier zachowuje się jak ideologiczny rzecznik Viktora Orbana, to Starzyk – wedle relacji dyplomatów innych krajów -  powściągliwe i „zupełnie profesjonalnie” przedstawiał stanowisko Warszawy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej