W Polsce 64 proc. doktorów jest zadowolonych z sytuacji finansowej, ale zanim doktorat zdobędą, w większości są fatalnie opłacani. Stypendia w tej chwili dostaje mniejszość doktorantów. A kwoty dla szczęśliwców są mocno zróżnicowane. Z danych Najwyższej Izby Kontroli wynika, że wahają się od 900 do 2 tys. zł. W „Wyborczej” opisywaliśmy m.in. przypadek wybitnej doktorantki, która na badania dostała 70 tys. grantu, ale miała się utrzymać za... 650 zł miesięcznie. Na stypendium się nie załapała. – Wpadła w czarną dziurę niskiego poziomu finansowania nauki – komentował to minister nauki Jarosław Gowin. Projekt nowej ustawy o szkolnictwie wyższym, tzw. Ustawy 2.0, który we wtorek Gowin zaprezentuje w Krakowie, ma tę „czarną dziurę” zlikwidować.

Co da Gowin doktorantom?

– Chcemy, by wszyscy doktoranci w Polsce otrzymywali stypendia – zapowiada Piotr Müller, dyrektor biura ministra. Początkujący doktorant ma otrzymać 110 proc. płacy minimalnej – to dziś ok. 2 tys. zł na rękę. Po dwóch latach, gdy jego postępy w pracy zostaną ocenione przez specjalną komisję, stypendium wzrośnie do 170 proc. płacy minimalnej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej