Justyna Suchecka: Polska szkoła w końcu zaczyna uczyć powszechnie od pierwszej klasy kodowania, a pan się nie cieszy. Dlaczego?

Michał Boni: - To krok w dobrą stronę. Ale na razie raczej mówimy, że będziemy „trochę” uczyć. Co innego wprowadzać kodowanie do szkół, a co innego uświadomić sobie, że to powinno pociągnąć za sobą zupełnie nową filozofię wykorzystywania narzędzi cyfrowych. 

To znaczy?

- Nauka kodowania nie ma spowodować, że wszyscy absolwenci będą programistami - to jasne. Ma otworzyć ścieżkę do tego, żebyśmy w przyszłości wiedzieli, jak działa świat w warunkach cyfrowych, potrafili tworzyć własne kanały komunikacji, wyrażać siebie. Dlatego powinniśmy patrzeć na to, jak od kilku lat robi to Wielka Brytania - kodowanie jest tam nauczane na różnych przedmiotach, a u nas tylko na informatyce i zajęciach komputerowych na początkowym etapie nauki. A przecież nie chodzi tylko o to, by sprawnie obsługiwać komputer.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej