Na początku rządów PiS drogi dwóch największych nauczycielskich związków zawodowych – Związku Nauczycielstwa Polskiego (ok. 200 tys. członków) i „Solidarności” (ok. 80 tys.) – całkowicie się rozeszły. Stało się tak, choć jeszcze pod koniec rządów koalicji PO-PSL, gdy szefową MEN była Joanna Kluzik-Rostkowska, oba związki przeprowadziły wspólny protest. 20 tys. nauczycieli szło wtedy ulicami Warszawy z hasłem „Joanna robi nas w balona!”.

Związki poróżniła polityka minister edukacji Anny Zalewskiej. Gdy ZNP organizowało manifestacje i strajk szkolny, protestując przeciw likwidacji gimnazjów, liderzy „S” mówili, że rozmowy z Zalewską napawają ich optymizmem.

– Strajk ZNP jest polityczny – komentował Ryszard Proksa, szef nauczycielskiej „S”, w marcu. A Zalewska obiecywała podwyżki. – Dotrzymam słowa danego „Solidarności”, podwyżki będą – mówiła.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej