Aleksander Gurgul: Do wypadku doszło w lutym, gdy przygotowywałeś się do matury...

Sebastian K.: To wszystko, co się dzieje, to dla mnie stres. Matura nie poszła mi tak, jak bym chciał. Jeszcze przed wypadkiem chciałem pójść na studia inżynierskie na Politechnikę Krakowską albo Akademię Górniczo-Hutniczą. Chciałem studiować coś, co wiąże się z elektroniką, bo to mnie interesuje i w tym kierunku uczyłem się w technikum. Wcześniej marzyło mi się, by iść na astronomię na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Co zdawałeś?

– Język polski, matematykę i angielski. Dwa ostatnie przedmioty na poziomie rozszerzonym zadeklarowałem dużo wcześniej, potem już nie mogłem tego zmienić… Od lutego, zamiast się uczyć, głowę miałem zajętą czym innym. Z wyników nie jestem w pełni zadowolony, ale najistotniejsze, że maturę zdałem.

Myśli krążyły wokół wypadku?

– Nie tylko. Pod koniec marca doznałem porażenia nerwu twarzowego. Neurolog nie był w stanie mi powiedzieć dokładnie, skąd to się wzięło, ale stres może być jednym z czynników wywołujących takie schorzenia. Prawą część twarzy miałem zupełnie sparaliżowaną przez półtora miesiąca. Na początku siedziałem w domu, potem starałem się normalnie chodzić na lekcje. Trudno było mówić, jeść. Brałem leki sterydowe, w miesiąc przytyłem chyba 7 kg.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej