Tarcia między centralą KOD-u a Mazowszem trwają od miesięcy. Chodziło m.in. o pieniądze na organizację demonstracji. Mazowsze uważało, że zarząd główny odciął go od finansowania, a to ono przygotowuje największe protesty w Warszawie. Zarząd odpierał ataki: demonstracje można organizować taniej.

Kiedy w maju KOD organizował wybory, poszerzył centralny zarząd do 12 osób. Nie znalazł się w nim nikt z Mazowsza. Kijowski nie kandydował w ogóle – chciał zostać przewodniczącym, ale w ostatniej chwili się wycofał, zarzucając stowarzyszeniu nieprawidłowości finansowe.

Wtedy zaczęła się rejterada przedstawicieli Mazowsza. Założyli ODnowę – organizację, która miała się zajmować zbieraniem pieniędzy i finansowym wspieraniem regionu mazowieckiego. KOD zaczęli opuszczać kolejni członkowie – 25 lipca na Facebooku oficjalne odejście ogłosiło kilkadziesiąt osób, a kolejne dopisywały się w komentarzach. Zrezygnował sam Kijowski. „Wyborczej” mówił, że do OdNowy się nie zapisał, a KOD-em jest rozczarowany. – Wiele osób stwierdziło, że w KOD-zie nie da się już walczyć o wartości, które nas zjednoczyły.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej