Czy 21 lipca wiedział pan, że może być obserwowany?

– Nie. Ani tego dnia, ani nigdy wcześniej nie docierały do mnie sygnały, że mogę być inwigilowany. Zakładałem oczywiście w czarnych scenariuszach, że w państwie PiS tak może być. Jak widać, szef MSWiA Mariusz Błaszczak może się posunąć bardzo daleko. Czuję się tak, jakby do domu wkradł mi się złodziej.

CZYTAJ TAKŻE: Policja inwigiluje Obywateli RP i posła Ryszarda Petru. Mamy nagranie

Teraz – z kimkolwiek bym rozmawiał, cokolwiek bym robił – wiem, że to jest monitorowane, nadzorowane, że nie mam prywatności. Biorę pod uwagę wszystko. Także to, że ta nasza rozmowa jest na podsłuchu, że na podstawie GPS-a lokalizowane jest moje położenie.

To smutne, to przerażające, że organy państwa działają w taki sposób. Stosując ubeckie metody.

Policja tłumaczy, że chodziło o zapewnienie panu bezpieczeństwa podczas demonstracji. Czuł się pan zagrożony?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej