Za Markiem Suskim, wiceprzewodniczącym komisji Amber Gold, w Sejmie wołają „Caryca”. Trop carycy złapał na komisji, przesłuchując świadka. Gdy usłyszał, że jedyną, którą ten zna, jest „Katarzyna”, docisnął: – A nazwisko? – Katarzyna Wielka – padła odpowiedź. W środową noc Suski zasłynął obroną mikrofonów przewodniczącego komisji sprawiedliwości Stanisława Piotrowicza.

Wśród tumultu, fruwających kartek z poprawkami opozycji do ustawy o Sądzie Najwyższym odrzuconymi przez PiS-owską większość, Suski dopchał się do stołu prezydialnego. Chwycił dwa mikrofony, które chciała przejąć opozycja, głównym przeciwnikiem był Ryszard Petru lider Nowoczesnej. Nie dał rady, bo Suski mocno przycisnął sprzęt do brzucha. A później wznosił okrzyki, dogadywał, docinał i wyśmiewał opozycję.

Wcześniej krążył między krzesłami komisji. Z uśmiechem nagrywał protesty posłów, którym Piotrowicz odmówił głosowania nad pojedynczymi poprawkami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej