W nocy z wtorku na środę, podczas drugiego czytania ustawy o Sądzie Najwyższym, na mównicę wyszedł poseł PO Borys Budka: – Dopóki był świętej pamięci Lech Kaczyński, pan nie odważył się podnieść ręki na wymiar sprawiedliwości, bo na szczęście był ktoś, kto rozumiał, na czym polega trójpodział władzy – mówił do prezesa PiS.

Jarosław Kaczyński zareagował natychmiast. Wkroczył na mównicę, jak sam przyznał, nieregulaminowo, bo „bez żadnego trybu”. – Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie mord zdradzieckich nazwiskiem mojego brata.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej