Sąd Najwyższy – zgodnie z pomysłem PiS – ma stać się głównie izbą dyscyplinującą wszystkich prawników. Zasiadający w nim sędziowie skończą pracę. Ich miejsce zajmą nominaci partii rządzącej.

Opozycja na razie jest bezsilna. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński bez żadnych konsultacji wprowadził projekt ustawy o Sądzie Najwyższym pod głosowanie. Kolejne wnioski PO, Nowoczesnej i PSL padają, przegłosowane przez większość rządzącą z PiS.

Partia Jarosława Kaczyńskiego szykuje blitzkrieg. Możliwe, że jeszcze we wtorek projekt znajdzie się w komisji i najdalej w środę Sejm wyśle go do Senatu.

Tak szybko nie procedowano jeszcze żadnej ustawy.

A przecież mamy tu do czynienia ze zmianą ustrojową, dotyczącą kluczowej instytucji państwa. To się nie mieści w głowie.

Partia Kaczyńskiego prawo o najważniejszym organie władzy sądowniczej w Polsce forsuje bez żadnych konsultacji, znienacka, byle jak, byle szybciej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej