Sylwia i Paweł Pietrzakowie, choć mieszkają w Wlk. Brytanii, część lata spędzają w Polsce. Wtedy ich córki zdają egzaminy w polskiej szkole. Podchodzą do testów, choć na co dzień uczą się w brytyjskiej podstawówce. To dlatego, że rodzice zdecydowali o zapisaniu ich równolegle do polskiej szkoły. Dziewczynki korzystają z edukacji domowej, po lekcjach dzięki internetowej platformie uczą się nie tylko polskiej gramatyki czy historii, ale też przerabiają pod okiem rodziców program szkolny ze wszystkich przedmiotów.

– Starsza skończyła właśnie szóstą klasę, młodsza trzecią – opowiada Sylwia. – Gdybyśmy chcieli wrócić do Polski, bez problemu odnalazłyby się w szkole.

Jej mąż dodaje: – Mamy znajomych, którzy wrócili do Polski, ale przez problemy dzieci w szkole zdecydowali się znów wyjechać. Szkoła sobotnia dla Polaków to zdecydowanie za mało, by odnaleźć się po powrocie w szkolnych realiach. Edukacja domowa jest potrzebna tym, którzy wyjechali na dłużej, ale także rodzicom pracującym na kontraktach i będącym na zagranicznych stypendiach – dodaje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej