Na pl. Krasińskich w Warszawie, gdzie przemawiał Donald Trump, zebrali się zarówno najważniejsi politycy partii rządzącej, jak i przedstawiciele opozycji; do stolicy przyjechał były prezydent Lech Wałęsa. Plac zapełnili również sympatycy PiS z różnych stron Polski, o których przyjazd członkowie tej partii zatroszczyli się osobiście. W partii był nawet apel, by każdy parlamentarzysta zadbał o jeden autokar. O możliwości bezpłatnego przyjazdu do Warszawy politycy PiS informowali w mediach społecznościowych. Na powitanie prezydenta USA szykowały się również Kluby „Gazety Polskiej”.

Kiedy na placu pojawiali się politycy PiS, witani byli przez tłum z entuzjazmem. Z kolei przedstawiciele opozycji – gwizdami i okrzykami: „Złodzieje!”. Gwizdów i okrzyków: „Bolek!” nasłuchał się również Wałęsa. Nawet wtedy, gdy Trump dziękował mu za obecność, nazywając „słynnym przywódcą Solidarności”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej