Kiedy miesiąc temu podczas szczytu NATO w Brukseli Trump nie potwierdził zobowiązań USA wynikających z art. 5 traktatu waszyngtońskiego (atak na jednego członka NATO oznacza, że wszyscy stają w jego obronie), wywołało to zaniepokojenie. Obaw nie rozwiały też jego słowa z porannej konferencji po spotkaniu z prezydentem Andrzejem Dudą. Pytany o oddziały amerykańskie na terenie Polski i gwarancje dotyczące ich pozostania Trump stwierdził: – Nie rozmawialiśmy o gwarancjach.

Duda tłumaczył, że na ten temat politycy będą dyskutować w przyszłym roku w Waszyngtonie. Jednak przed wizytą Trumpa strona polska deklarowała, że kwestia dalszego pobytu amerykańskich wojsk w naszym kraju będzie tematem priorytetowym. Kiedy więc w przemówieniu na pl. Krasińskich Trump potwierdził jasno zobowiązania obronne, jego deklaracja została przyjęta z ulgą.

Plac zapełnił się głównie zwolennikami PiS. Trumpa powitali długą owacją i okrzykami: „Donald, Donald!”. Prezydent był wyraźnie zadowolony, wielokrotnie dziękował za gorące przyjęcie. Tyle szczęścia nie mieli przedstawiciele opozycji, których tłum witał gwizdami i okrzykami: „Złodzieje!”. Zwolennicy PiS nie oszczędzili byłego prezydenta Lecha Wałęsy. On też nasłuchał się gwizdów i okrzyków: „Bolek!”. Wznoszono je, nawet kiedy Trump powitał Wałęsę jako „słynnego przywódcę” „Solidarności” w walce o wolność.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej