W Czeczenii Ahmed był piekarzem, jego ojciec zadarł z władzą i był torturowany. Za Ahmeda też się wzięli. Zabrał ciężarną żonę, trójkę dzieci i w grudniu 2015 r. wyruszyli do Polski. Kilkanaście razy próbowali przekroczyć naszą granicę. – W Czeczenii nie ma wojny, nie jesteście uchodźcami – mówił codziennie polski strażnik.

Po pół roku strażnik nieoczekiwanie ich do Polski wpuszcza. W maju 2016 r. zostają umieszczeni w ośrodku w Grotnikach. Są tam głównie Czeczeni, którzy chcą dalej na Zachód.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej