W Czeczenii Ahmed był piekarzem, jego ojciec zadarł z władzą i był torturowany. Za Ahmeda też się wzięli. Zabrał ciężarną żonę, trójkę dzieci i w grudniu 2015 r. wyruszyli do Polski. Kilkanaście razy próbowali przekroczyć naszą granicę. – W Czeczenii nie ma wojny, nie jesteście uchodźcami – mówił codziennie polski strażnik.

Po pół roku strażnik nieoczekiwanie ich do Polski wpuszcza. W maju 2016 r. zostają umieszczeni w ośrodku w Grotnikach. Są tam głównie Czeczeni, którzy chcą dalej na Zachód. Ahmed chce zostać, zintegrować się, zdobyć zaufanie, dostać pracę.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Nowy pomysł PiS. Tak władza chce "rzeczowo" i "profesjonalnie" rozmawiać o islamie

Po roku wynajmuje dwupokojowe mieszkanie w Łodzi. Naprzeciwko są przedszkole, szkoła, plac zabaw, dużo zieleni. Dobre miejsce do życia – myśli Ahmed. Pilnuje, by najstarszy syn, sześciolatek, uczył się polskiego. Wysyłają go na plac zabaw i już następnego dnia nad wejściem do szkoły widać napis: „Jebać islam”. Nie znika przez wiele dni. Nie reaguje Jolanta Zakosztowicz, dyrektorka szkoły. Dopiero gdy się tam zjawiam, wychodzi z niej woźny z puszką farby i napis zamalowuje. Pytam dyrektorkę, skąd brak jej reakcji – nie chce rozmawiać. Już rok temu kibice ŁKS-u rozdawali w tej szkole siedmiolatkom kalendarze z napisem „White Power” i celtyckimi krzyżami. Za zgodą pani dyrektor. – Nie znam się na symbolach. Poznałam ten znak dzisiaj – mówiła dziennikarzom.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej