Do dziennikarzy, którzy nie popierają władzy PiS, szczeciński parlamentarzysta wysyła agresywne, a czasami grubiańskie SMS-y. Zwykle wieczorami. Do reportera „Wyborczej” pisał m.in. o „kodziarsko-putinowskiej hołocie”.

Ma lat 45, trzecią żonę i dwójkę dzieci. Jeździ starymi kolekcjonerskimi autami, np. fiatem 125p. Dziadek, Piotr Zaremba, to pierwszy polski prezydent Szczecina. Przedwojenny działacz Stronnictwa Narodowego z Poznania w zburzonym alianckimi nalotami dywanowymi niemieckim mieście budował polską administrację. Był w PZPR, współpracował z wywiadem PRL, popierał stan wojenny.

– Według kryteriów prawicy Krzysiek to „resortowe dziecko” – mówi mi człowiek, który w czasach PRL często bywał w rodzinnym domu Zarembów na Pogodnie (willowa dzielnica Szczecina). – Kiedy dziadek dostawał od komunistów ordery, a ojciec jeździł na kontrakty do Chin, Krzysiek bawił się niedostępnymi w PRL klockami Lego Technics i sklejał zachodnie modele wojennych samolotów z II wojny światowej, których wszyscy mu zazdrościliśmy. Najbardziej fascynowały go samoloty Luftwaffe.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej