Ludmiła Anannikova: Komisja Europejska wszczęła postępowanie przeciwko Polsce w związku z sabotowaniem przez nią relokacji uchodźców. Skończy się na karach?

Prof. Irena Rzeplińska: Dla mnie kary są sprawą drugorzędną, choć uważam, że istnieją podstawy, by je Polsce wymierzyć. Trzeba przede wszystkim przekonywać do solidarności, bo to właśnie ona jest odpowiedzią na kryzys migracyjny. Napływ migrantów to przecież jeden z kryzysów, przed którymi stanęła Unia Europejska. Nie pierwszy i nie ostatni. Musimy razem mierzyć się z trudnościami.

Polska solidarności odmawia. Tłumaczy, że pomaga uchodźcom poza Europą.

– Tam też powinniśmy pomagać, ale nie możemy ignorować pozostałych obszarów, na przykład kwestii przyjmowania wniosków o status uchodźcy. Zgodnie z konwencją genewską obowiązkiem państwa jest wpuścić każdą osobę, która zadeklaruje, że ucieka przed prześladowaniami i poszukuje ochrony. W Terespolu na polsko-białoruskiej granicy to prawo jest łamane. Prześladowani Czeczeni z rodzinami, z dziećmi miesiącami koczują w białoruskim Brześciu, bo polska straż graniczna nie przyjmuje od nich wniosków o status uchodźcy i odsyła z powrotem na Białoruś. Więc pytam: a co, gdyby na miejscu Terespola była Lampedusa? Odpychalibyśmy łodzie z uchodźcami, żeby się topili? To taka sama granica Unii Europejskiej, jednak Włosi przyjmują wszystkich, dopiero później zaczynają weryfikację.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej